Poznaliśmy się 31 marca w Green Nero. Marcin przyszedł w musztardowym swetrze, którego nie dało się nie zauważyć. Ja dotarłam spóźniona, prosto od fryzjera, z nadzieją, że jeszcze wyglądam tak dobrze, jak przy wyjściu z salonu. Od pierwszych minut gadało nam się zaskakująco swobodnie — bez silenia się na coś błyskotliwego, po prostu naturalnie. Plan na „szybką kawę” rozpadł się po kilku minutach, bo zwyczajnie było nam dobrze w swoim towarzystwie. I tak od tej jednej rozmowy przy stoliku ruszyła nasza wspólna historia.